Jedna z praskich ulic, umówiona godzina, autokar, przewodniczka z listą obecności w ręku i zbierający się „Wycieczkowicze” – w taki sposób zaczyna się film w reżyserii Jiříego Vejděleka. Bohaterowie pochodzą z różnych środowisk i stanowią ciekawy przekrój społeczny – nad Adriatyk wybierają się między innymi dwie starsze panie, których podróż ma charakter bardzo sentymentalny, małżeństwo z długim stażem i ich córka, rodzina z dwójką dzieci, szukający odpoczynku sławny piosenkarz.
Wszyscy pakują swoje rzeczy do bagażnika, wsiadają do autobusu, zostaje przekręcony kluczyk w stacyjce i...jazda! Jednak już od początku nie wszystko idzie zgodnie z planem.
Już od początku kierowcom – obaj mają na imię Karel – giną brązowe kubki, te które trzeba zwracać, chyba, że wycieczkowicze chcą pić z tych zwykłych, białych, od których można się poparzyć. Brzmi banalnie? Cóż, okazuje się, że reszta góry lodowej tuzinkowa nie jest.
Jiří Vejdělek w swoim filmie demaskuje stereotypy, bawi się wyobrażeniami, wodzi za nos. I tak: okazuje się, że przewodniczka wycieczki wcale nie jest taką seksbombą, na jaką wygląda; sławny piosenkarz najwidoczniej cierpi na brak natchnienia, ale choć brak mu weny do igraszek ze słowem, to ma dużo chęci do innego typu baraszkowania; dwie przyjaciółki nieustannie ze sobą rywalizują; synek niezbyt idealnych rodziców zastanawia się nad swoją orientacją, a sympatyczna Jolana ma problemy z tym, co widzi w lustrze. Zaznaczam, że to nie wszystko. Reżyserowi udał się ten zabieg – przełamywanie niektórych schematów było zaskakujące, a czasami na tyle nieoczekiwane, że prowadziło do dekoncentracji.
Podczas oglądania filmu nie odniosłam wrażenia, że ktoś próbuje mówić zza kadru: „Nie wierzcie stereotypom” nachalnym tonem – dużą zasługę w tym ma ciepłe podejście reżysera do bohaterów i słynny czeski humor. To duży plus, ponieważ nauczanie z piedestału w nieodpowiedni sposób mnie odrzuca. Właśnie przez wyżej wspomnianą dekoncentrację reżyser zmusza do myślenia, w sprytny sposób.
W filmie została pokazana także mała społeczność „Wycieczkowiczów” – osób, które jadą razem na wakacje, złączone jednym biurem podróży. Funkcjonuje to na zasadzie „wszystko zostaje w rodzinie” – dzieją się między nimi różne rzeczy, ale to trwa na wyjeździe – po powrocie do domu mogliby udawać, że nic się nie stało; znajomości mogą łatwo się rozluźnić, choć niektóre będą trwać dalej. Reżyser sprawnie podpatrzył to zjawisko i utrwalił na taśmie filmowej.
Na pochwałę zasługuje również gra aktorów – większość z nich spisała się naprawdę dobrze. Zastrzeżenia miałabym jedynie co do sposobu pokazania pary homoseksualistów – wydają mi się nieco przerysowani; choć dzisiejsiejszy świat jest na tle wyrazisty, że ciężko czasem określić, co jest realistyczne, a gdzie autor przesadził z ostrością kreski i barwy.
Uważam, że „Wycieczkowicze” są filmem godnym polecenia –jest do dosyć inteligentna rozrywka. Jeśli ktoś nie przepada za specyfiką czeskiego kina, niech zachętą dla niego będą krajobrazy, w jakich rozgrywa się akcja – widok adriatyckich plaż, słońce i kręte uliczki pobliskiego miasteczka pozwalają poczuć smak wakacji.


















































