Recenzja filmu "Galerianki"
Reżyserka "Galerianek” Katarzyna Rosłoniec zagląda z kamerą do wielkomiejskich centrów handlowych, gdzie nastoletnie dziewczyny bez oporów sprzedają swoje ciała. Do wiarygodnej relacji ze świata konsumpcyjnego terroru gratis zostaje dołączona wstrząsająca historia o systematycznym opadaniu na dno. Nie ma wątpliwości, że debiut Katarzyny Rosłaniec stanowi produkt najwyższej próby.
Tytułowe bohaterki nie lubią chodzić do szkoły. Zamiast tego pobierają solidne lekcje życia. Duchowe krewne Tereski z filmu Roberta Glińskiego mówią frazą żywcem wyjętą z powieści Doroty Masłowskiej i w nieporadny sposób buntują się przeciw zastanej rzeczywistości. Dziewczyny są w stanie zrobić wszystko byleby nie powtórzyć losu własnych rodziców - nieudaczników pędzących nędzny żywot w obskurnych mieszkaniach. W przestrzeni zakazanych knajp i szpetnych toalet galerianki w pocie czoła zarabiają brudną forsę, którą
przeznaczają na modne ciuchy oraz wypasione telefony. W filmie Rosłaniec konsumpcyjne perpetuum mobile nakręca się w najlepsze.
Reżyserka nie pozostawia złudzeń, że pod wyzywającym make - upem i prowokacyjnymi strojami bohaterek kryje się życiowe zagubienie połączone z potrzebą prawdziwej miłości. Kuszona wizją materialnych korzyści oraz zewnętrznej akceptacji, gimnazjalistka o imieniu Ala powoli stąpa do portretowanego przez Rosłaniec piekła. O duszę dziewczyny rozpoczyna się zażarta walka między zakochanym w niej chłopcem, a coraz bardziej zaborczą galerianką. Choć w kolejnych odsłonach starcia reżyserka atakuje przy użyciu efekciarstwa z pogranicza gry fair play oraz ogranych fabularnych chwytów, niespodziewanie nadchodzący finał przynosi zaskoczenie. W bolesnych i porażających autentyzmem "Galeriankach" pytanie o ostateczną utratę niewinności zostaje pozostawione bez odpowiedzi.
Autor: Piotr Czerkawski, Stopklatka.pl, 8 sierpnia 2009



















































